piątek, 01 października 2010
modlitwa dziękczynna Kuaminka

Byłbym zapomniał! Już wiem, z czego się tu cieszyć.

 

O wielki, Wielki Duchu Piłki

dzięki Ci za to, że natchnąłeś w końcu piłkarzy Lecha

dzięki Ci za to zwycięstwo, którego

Bóg mi świadkiem

się nie spodziewałem

 

Myślałem sobie - Lech nie da rady

Lech jak Lech

różnie bywa

nie ma co mieć za wiele nadziei

pijane tłumy kiboli miały więcej nadziei

 

Zresztą chwała im za to

I udało się

Udało się

Nie do wiary:-D

Czy ja śnię?

 

2:0

 

Kolejorz liderem. No to teraz liczę na was, chłopaki. Pokazaliście, co umiecie, pokazaliście, żeście sroce spod ogona nie wypadli, i czyj jest ten nowy, śmieszny stadion. No i dobrze. Po kryjomu Kuaminek zawsze w was wierzył. Trzymajcie tak dalej.

 

Dzięki Ci za to, Wielki Duchu Piłki

to jest coś

słodka nieprzewidywalność:-)

i jesteśmy górą

 

Kolejorz, Kolejorz, Lech, Lech Kolejorz!

 

 

Kuaminek obserwuje świat ze swego ciepłego gniazdka

Ja pierdziu, co internet otworzę, to jakiś zamach stanu w Ekwadorze.

Gdzie jest Ekwador?

Dobra, wiem, Republica del Ecuador - małe państwo (przesadziłem, nie takie małe, ale po drugiej stronie leży duża Brazylia, a Ekwador jest mniejszy), mają tam Andy, wobec tego mają pewnie i Indian. Kueczua powinni mieć, może i Ajmara, ale nie, ci ostatni siedzą chyba bardziej na południu. Zresztą w Andach sami jeno potomkowie mitycznych Inków. Indianie, Metysi, biali, czarni, jakie są proporcje w tym całym Ekwadorze?

Nigdy nie poznałem żadnego Ekwadorczyka. Pruwiańczyka znam, a jakże; kiedyś znałem też pewnego Brazylijczyka, a także dziewczynę, co to miała dziecko z jakimś Brazylijczykiem. Śliczny dzieciak był, jak malowany.

Popieram mieszane związki. I ogólnie egzotykę. Niektóre Ekwadorki nawet są ładne. Czy to nie tam noszą takie meloniki na indiańskich głowach, czy to jednak przede wszystkim w Boliwii?:-) Jako pseudoetnolog powinienem to pamiętać. Ech, pamięć słaba, zżarta przez mój hulaszczy tryb życia.

No wiec mamy taki Ekwador i nagle dochodzą nas wieści, że tam zrobili zamach stanu, czy też coś podobnego. No cóż, moi państwo, współczujemy, ale sami niestety też nie mamy lekko.

Zalało nas wiele powodzi. Jedna za drugą. Padało i padało, i jeszcze pada. Czy to najstarsi ludzie kiedy słyszeli, żeby tak lało z krótkimi tylko przestankami przez tyle czasu? Wielu ludziom domy się rozpadły.

Potem wysyłano biegłych ekspertów. Zbadali domy i kazali remontować. Te podtopione. Niektóre zaczęły się w trakcie remontu rozsypywać i powstało zamieszanie w mediach. Ludzie nieubezpieczeni, bo społeczeństwo ogólnie biedne. Bida z nyndzą, może nie aż tak, jak w Ekwadorze, ale my swoje wiemy, biedni jesteśmy. Autostrad nie mamy, a jeśli mamy, to mamy takie, że pożal się, Boże. I ciągle nam nowe obiecują. Ściemniacze, ci politycy. Ciągle się chwalą, że nie jest tak źle, jak by być mogło.

Powodzie minęły w wiekszości, ale niezupełnie i ciągle nam grożą. Nadeszły też i inne plagi. Masowe o tej porze roku zatrudzia grzybami. Aż się zwykłej sowy zjeść bałem. Sowa to kania. Nie ptak, rzecz jasna, z ptaków jadam tylko drób.

Wskutek zeszłorocznej afery hazadrowej w tym roku mamy ogólnie mniej pieniędzy z hazardu. Z opłatami autostradowymi też coś poplątali.

Podatki idą w górę. Pocieszają nas tym, że w sąsiednich krajach ludzie jeszcze więcej bulą. Może i im wierzę. Przeciętny Polak pracuje coś ok. 42 godzin tygodniowo, przeciętny Unijny Obywatel (Unia to nie państwo, te tylko pewne fragmenty Europy - informacja dla Ekwadorczykow), więc taki Unijczyk pracuje tylko ok. 37. Pięć godzin różnicy! Pięć. Słownie: p-i-ę-ć.

No, Kuaminek nie zawyża średniej, Kuaminek pracuje 0 godzin tygodniowo. Z czego jest bardzo dumny. Serio.

Jeszcze mi się urlop nie skończył i nie zamierzam go kończyć. Za miesiąc najwcześniej. Albo i za dwa.

Moi państwo, zamachy stanu zamachami stanu. U nas biją się o krzyż. Niedługo pewnie zaczniemy się lać krzyżami po głowach. Tacy z nas zagorzali katolicy. Na wszelki wypadek nie noszę nawet krzyżyka pamiętając, że krzyż lepiej mieć w sercu. Tak mi powiedzieli na mszy w kościele. Jak mały byłem. Chyba. Albo na oazie. Na oazę chodziłem, ile ja lat wtedy miałem? Na oazę tak, ale ministrantem nigdy nie byłem. Nie ciągnęło mnie do takich urzędów.

Zastanawiam się też nad ulepieniem pomnika ku czci ofiar smoleńskiej katastrofy przed moim blokiem. Ku czci ofiar katyńskich też by mógł być. Niestety obawiam się, żem za mało uzdolniony.

Pomniki i krzyże, krzyże i pomniki. W głowie mi się od tego miesza, a nigdy nie byłem dość rozgarnięty i poukładany. Wszystko to, powiem wam szczerze, stresuje mnie:-) A przecież staram się nie czytać gazet i unikam oglądania wiadomości.

Ponoć partie polityczne nam się kruszą. Ich szefowie próbują opanować zamęt.

Oczywiście w Ekwadorze jest pewnie gorzej.

Przyznajmy jednak, że też nie mamy najweselej, moi państwo. Kłótnie i katastrowy, katastrofy i kłótnie.

Dlatego przeżywam nieustanne i dręczące wyrzuty sumienia, bo mimo przewrotów w Ekwadorze, pomimo kłótni i katastrof, pomimo tego, co donoszą media i co mało mi się na ogół podoba, pomimo wszystko jestem z niewiadomych względów bardzo zadowolonym człowiekiem.

Pewnie dlatego, że jestem młody. Za 40 lat mina mi zrzednie.

 

p.s. Kuaminek przeprasza za wszystkie błędy ortograficzne, które pewnie popełnił powyżej wyłącznie przez nieuwagę, ale których się bardzo wstydzi.

 

niedziela, 26 września 2010
Kuaminkowe ułomności

Niemożliwe, a jednak. ADHD mi minęło! Warto mieć kobietę, to tak człowieka uspokaja. Za to włączył się autyzm. Nie rozumiem emocji innych ludzi. Po cholerę im w ogóle emocje?

Zresztą to nie autyzm, tylko pewnie zespół Aspergera. I tak na pewno jestem sawantem:-P

Oczywiście rozumiecie, co mam na myśli.

tchórzliwy Kuaminek

Znajomi mi gadali, że po necie krąży filmik o takich co włażą na te wielkie anteny i je czyszczą. Poszukałem, ale nie znalazłem. Kazałem szukać kobiecie i też nie znalazła. Po całych 3 minutach szukania zniechęciliśmy się. A tu mój prawie szwagier jednak znalazł!

Powiem wam, że chociaż uwielbiam duże wysokości, na taką wieżę by nie wlazł, nawet gdyby mi za to oferowali skrzynkę wódki. Poważnie mówię. Jestem tchórzem. To szok dla kogoś, kto się do tej pory uważał za odważnego człowieka.

Nie widzieliście filmiku? Szukajcie, a znajdziecie.

nudna kuaminkowa niedziela

Nic się nie dzieje. Spaaaaać.

Przestawiłem meble. Wcześniej kobieta skręciła mi jedną taką szafę i zapłaciła za mnie rachunki. Mogłaby mi teraz posprzatać w chacie, ale niedziela, no i wiecie, dzień święty trzeba święcić i nie należy pozwalać kobiecie na sprzątanie.

Komórkę mi zablokowali, bo nie zauważyli, że te rachunki już zapłacone. Pieprzona era. Wszystkie sieci zawsze oszukają i wycyckają biednego Kuaminka, który nigdy nie wie za co im tyle płaci, bo nigdy nie chce mu się studiować bilingów czy tym podobnych.  Tylko plus i play mnie nigdy nie ocyganiły, bo też nigdy się z nimi nie zbratałem. Play ponoć też do dupy. Jak mi się tylko skończy umowa, rzucę erę w diabły.

Przez telefon gadać nie mogę, z kobietą się już nagadałem, a poza tym kobieta nie służy do rozmów. Co by tu robić?

 

Z braku lepszych zajęć postanowiłem udać się dziś na mszę świętą i gorąco modlić za prazesa Kaczyńskiego. Będę prosił Boga o trzy opcje:

1. żeby prezes znowu nałykał się tych samych prochów, co w czasie kampanii - po nich wydawał się znacznie spokojniejszy

2. żeby brat z nieba się do niego odezwał i odradził mu wszelkie głupie zagrywki

3. żeby se przygruchał jakąś babę, bo tu widać jak na dłoni, że "mężczyzna nie powinien być sam". Ciśnienie musi takiego rozsadzać, potem agresywny się staje, zamiast brać przykład z łagodnego Kuaminka.

 

Poza tym zamierzam modlić się za duszę tego czuba Irvinga. Niech sobie jeździ po Polsce, niech zwiedza te obozy, niech udowadnia, że to my zabijaliśmy Żydów, a nie Niemcy. Ale niech mu też jakiś polski gołąb nasra na głowę.

 

Poproszę też o sprawiedliwą karę dla bezlitosnego Nicolasa. Znalazłem gdzieś w necie jego zdjęcie z młodości, na którym wygląda jak mafiozo. Od razu widać jaki to padalczy typ. Romowie mu się nie podobają. Ech, wiadomo, że nie tylko z Romami żabojady mają problem, ale metody Sarko nie rozwiążą tego problemu, to jest jasne nawet dla kogoś tak ograniczonego jak ja.

 

Do tego podziękuję Bogu za szczęśliwe życie, które mi daje, o ile istnieje. Dzięki.

czwartek, 23 września 2010
tęsknota za fabryką graficzną

Tęsknię za pracą. Jak ją miałem, to przeklinałem. Za co?

Nie robiłem w niej aż takich złych rzeczy. Przesadzałem, to były dobre projekty! Chyba. Z nostalgią wspominam szefostwo. Już takiej drugiej roboty nie znajdę. Cóż, znajdę inną.

Ale i tak tęsknię. Żegnaj, stary świecie. Fajny miałem do dyspozycji ogródek przy firmie. Dookoła rosły duże drzewa. W przerwach mogłem głupiego bloga pisać. Oczywiście nie kłamałem, ale trochę przejaskrawiałem.

Cóż, dobrze było, ale się skończyło.

Wszystko jest złudzeniem. Wszystko marność i marność nad marnościami. Wszystko co jest - przeminie.

Nie czytajcie blogów

Znajomy mi radzi, żebym dla własnego dobra przestał pisać bloga. Blogi wyniszczają psychikę i człowiek nie wie w jakim świecie żyje, co nie?

Dobrze, że mnie chociaż przynajmniej nikt rozsądny nie czyta.

kolejne ułomności Kuaminka

Przy telewizji grzyby można obierać. Na grzybobraniu dziś z kobietą byłem. Dużo nazbieraliśmy pomimo pełni. Nawet prawdziwków. Za Nowym Tomyślem. Obieraliśmy cały wieczór. Ładne, mało robaczywych. Teraz suszą się w suszarkach. Wierzcie mi, nikt prócz mojej babci z lupą nie jest tak pedantyczny w obieraniu jak ja sam.

Pomimo ADHD. To znaczy, pomimo mojego ADHD, nie babci. Dziewczyna mi jeszcze do tego autyzm przypisuje. Też tak macie?

Ja nie zaprzeczam, że przy obieraniu grzybów jestem autystyczny;-)

Kiedy indziej też czasem bywam. Chyba, że to jednak zespół Aspergera.

 

Kuaminek kolejnym wieczorem kolejnego dnia

Powiem wam, że dobrze jest mieć telewizor. Mówię o tym tak otwarcie, bo wielu znajomych telewizora w dzisiejszych czasach nie ma! To skandal. Co oni wiedzą z tego internetu? "Sprawy dla reportera" nie mogą nawet obejrzeć, chyba że na netowym TV, które wiesza ci się, jeśli masz w życiu pecha. Ja tam zawsze mam. A telewizja mi się nie wiesza, chyba że nie zapłacę rachunku. Bomba.

Oglądając reklamy dowiaduję się, ile to rzeczy nie jest mi potrzebne do życia ani do szczęścia. Reklamy mnie zniechęcają. We własnym zadufaniu zawsze sobie myślę, że jednak potrafiłbym wymyślić lepsze. Zrealizować to już nie, mam raczej mało fartu przy wszelkich realizacjach.

Dobrze jest siedzieć wieczorem z kimś tam u boku i gapić się w telewizor. Nie lubię tych niby nowoczesnych, wielkich, płaskich, prostokątnych obiektów, które nie przypominają mojego ponad dwudziestoletniego Neptuna. No, przesadziłem, telewizora nie mam od urodzenia. Przedtem miałem czarno-biały, przy pierwszym kolorowym zatrzymałem się w rozwoju. Tak, wiem, czarno-biały rodzice mi kupili, a obecny też odziedziczyłem. I działa, wierzcie mi, działa całkiem oldschoolowo. Wielkich i płaskich nie lubię, chyba, że HD. Rzutnik bym sobie raczej kupił, mam ekran, więc kino domowe jak znalazł.

Ktoś wie, ile kosztuje przyzwoity rzutnik? Dwa klocki? Muszę poallegrować. Forum może jakieś znacie?

Więc jeśli nie ograniczacie się tylko do netu i gazet, jeśli macie jakiś dostęp do telewizji (współczuję znajomym, którzy nie mają, a też sobie jakoś muszą radzić), to może oglądaliście dziś wieczorem Jedynkę? Co też tam było?

Po pogodzie Kuaminek grzecznie obejrzał swoją porcję reklam, które skutecznie  zniechęciły go do kredytów, oszczędzania, prania, sprzątania, posiadania dzieci, a przede wszystkim wydawania pieniędzy na pizzę, lody, oszczędności, abonamenty, sieci, telefonię, rozmowy za darmo, batony, chipsy, ketchupy, rafaella, swetry, zimowe kolekcje nie wiem czego, chlanie piwa (zaraz, cofnij, to chyba nie od razu po pogodzie. Później lecą pikantniejsze kawałki o gumkach, erekcjach na każde zawołanie, i zmysłowe obrazki kobiet kropiących się byle jakimi perfumami, a po pogodzie to tylko zmysłowe kobiety przy kawie albo podpaski. Albo leki na bóle wszędzie).

Po pogodzie siora Wuja namówiła Kuaminka na powtórki "Rancza".

- będzie fajne, zobaczysz! - powiedział.

No to ok, własnej kobiecinie trzeba czasem ulec, no nie?

"Ranczo" okazało się nie tak znowu ciężkostrawne jak się bałem. Są gorsze seriale. A tam przynajmniej wszystko kręci się wokół seksu, alkoholu i religii, prawie jak w "Callifonication", tyle że w tym drugim bez religii. Zresztą nie wiem, wszystkich odcinków nie widziałem;-)

A po "Ranczu" przyszła kolej na Bogusia Lindę w swojskim, góralskim serialu "Ratownicy". Nie było to tak dwuznaczne jak "Dexter" albo "Rodzina Soprano", ale dało się łyknąć. Boguś to Boguś. Przez chwilę podejrzewałem, że się koleś shańbił podkołdrową sceną łóżkową, ale okazało się, że jak zwykle nie rozpoznaję dobrze twarzy. Poza tym pokazywali fotki jakiejś prawie gołej laski. Nie żeby to mnie wielce interesowało, ale odnotowuję fakt. Kiedy ostatnim razem - jakieś 6 lat temu - oglądałem polski serial, to nie pokazywali fotek takich ładnych kobiet. To już postęp. Oczywiście ratownicy wszystkich nie uratowali, a jednego swojego prawie stracili. Ocalili mu skórę i dobrze, bo zrobił dziecioka takiej jednej góralce. Będzie dziecko miało ojca w serialu! Chyba, że go jednak uśmiercą. To byłby jakiś zwrot akcji.

A po "Ratownikach" leciała Beata Pawlikowska. Opowiedziała takie rzeczy, że włosy mi dęba stanęły. No, zagubiona była panna w młodości, ot co. Piła, wpadła w anoreksję i w bulimię, chciała skończyć ze sobą. Tak się pogubiła, że się dała łatwo zgwałcić. Chyba się nawet nie bardzo broniła. I wyskoczyła po tym zdarzeniu przez okno. Z pierwszego piętra. I uciekła. Tak mówiła. Na policję chyba z tym nie poszła, tylko do lasu pojechała. Do dżungli. I dżungla nauczyła ją życia. I jak być silną. No proszę. Faktycznie silna laska. Wytrzymała z Cejrowskim 13 lat, z tego 10 w stadle małżeńskim. A kto by wytrzymał z takim radykałem?

Powiedziała, że należy lubić siebie. Nie powiedziała, jak to osiągnąć. Ja tam myślę, że przez walkę z własną wrodzoną głupotą, ale to jest tylko moje skromne zdanie.

I powiedziała - co mnie zdziwiło - że może to wszystko musiało się wydarzyć, żeby mogła stać się szczęśliwą kobietą. I o zasłonach iluzji - gdy powtarzamy sobie, że jesteśmy szczęśliwi, a wcale nie jesteśmy. Ona podawała się za szcześliwą.

Ach, szczęście:-)

Ach, ach. Ja tam nigdy nie jestem w pełni szcześliwy. A tym bardziej spełniony. Całe szczęście. Stałbym, a muszę się poruszać.

Wracając do Pawlikowskiej, co to było? Spowiedź czy autopsychoanaliza? I'm shocking. Przyznaję, być może jest to potrzebne tym zagubionym duszom (także mi) do zastanowienia się nad własnym zyciem. Może. Kto to wie. Chociaż i tak się zastanawiam bez zachęty... W każdym razie interesująca pani. Szacunek za wielką odwagę i tyle. W końcu faktycznie trzeba być odważnym, żeby przeżyć w dżungli.

Wolność słowa, moi państwo, coraz większa wolność słowa. Coraz wiecej wolnych słów, a nawet obrazów.

Czyli robi się ciekawie.

Oczywiście to wszystko już niby było. Przekraczanie tabu.

Wierzcie mi, z tabu jest zawsze taki kłopot, że się nijak nie daje przekroczyć.

Co ja wam będę zresztą tłumaczył:-) No, tak jest. Dlatego ciągle trzeba je przekraczać. Pisano pewnie gdzieś o tym.

Na Jedynce jeszcze coś potem leciało, ale nie chciało mi się już oglądać. Idę spać, dobranoc.

wtorek, 21 września 2010
Kuaminek wieczorem

Wylądowałem w końcu w swojej własnej ukochanej chacie na ukochanych starych śmieciach. Ciągle na urlopie, już mi się znudziło, zapytuję sam siebie, skąd ja biorę tyle pieniędzy, że dotąd żyję?

Przede wszystkiem miałem sklecić poważny tekst o wolności słowa. Nie przygotowałem się do tematu, nie przestudiowałem literatury, nie śledziłem dyskusji. No, ale i tak uważam, że swoje wiem. Ostatnimi czasy obserwuję w tym kraju coraz wiekszą wolność słów. Na ogół mam jej dosyć. Przestałem śledzić kłótnie polityków. A powinienem. Choćby po to, by stwierdzić, czy Kaczyński jest dwulicowy, czy tylko ogromnie znerwicowany, i jak źle znosi wszelką presję. Podejrzewam, że wyjątkowo źle. Myślę, że wszyscy na politycznej górze są rozstrojeni nerwowo przez te krzyże i pomniki. Ja też, chociaż unikam gazet, przestałem słuchać radia, więc tylko znajomi na nk mi pisza, że krzyża już nie ma. Przenieśli go? Uff. Widziałem też propozycje pomnikowe. No, rzecz gustu, jak dla mnie dół z nazwiskami i płaskorzeźbą jest ok. Ciekawe czy projekt zadowoli wszystkie berety...

Chyba na PO dla odmiany zagłosuję w następnych wyborach, nie ma co;-)

Od polityki lepsze jest gotowanie. Jadłem ostatnio tyle egzotycznych potraw, że nie potrafię ich opisać. Jadłem jajecznicę z tofu - imitacja, ale dobra. I coś, co nazywają fefernuchy, czy podobnie. I piłem za dużo. No, tylko co tu robić na urlopie? Kobieta, śpiew i wino.

Kupilem jej okulary. Blondynka zgubiła takie same jeszcze latem. Miałem szczęście, dostałem przecenone o 40%.

Dlatego zapamiętajcie sobie cenną radę Kuaminka: po sezonie naprawdę prawie wszysko jest prawie o połowę tańsze:-)))

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 41